
Inflacja w Polsce we wrześniu wzrosła do 4% r/r. Po raz pierwszy od ponad roku jest poza celem inflacyjnym NBP
bojowonastawionaowcaMistrz
22piorunówInflacja w Polsce we wrześniu urosła do 4 proc. r/r, i jest najwyższa od czerwca 2025 r. (gdy wynosiła 4,1 proc.) – podał w środę w tzw. odczycie flash Główny Urząd Statystyczny (GUS).
Szybki szacunek inflacji CPI za wrzesień okazał się wprawdzie symbolicznie niższy od średniej prognoz ekonomistów dla „Rzeczpospolitej” i „Parkietu” (4,1 proc. r/r), ale oczywiście dużo wyższy niż w sierpniu (3,4 proc.). To także pierwszy raz od czerwca 2025 r., gdy roczna dynamika cen towarów i usług konsumpcyjnych w Polsce znalazła się poza przedziałem celu inflacyjnego NBP (2,5 proc. +/- 1 pkt proc.).
Miesiąc do miesiąca, we wrześniu koszyk inflacyjny GUS podrożał o 0,7 proc. Największa w tym oczywiście rola wzrostu cen paliw, które – zgodnie z danymi urzędu – były o 9,2 proc. wyższe niż w sierpniu. Żywność i napoje bezalkoholowe podrożały o 0,1 proc. m/m, a nośniki energii (m.in. gaz i prąd) o 0,9 proc.
W ujęciu rok do roku, czyli względem września 2025 r., paliwa podrożały o 36,1 proc. r/r, nośniki energii o 4,9 proc., a żywność i napoje o są o 0,5 proc. tańsze.
Drogie paliwa i koniec trendu spadkowego na cenach żywności
Więcej szczegółów wrześniowej inflacji Główny Urząd Statystyczny poda 14 października. Już teraz uwagę jednak zwraca kilka czynników. Po pierwsze, skala wzrostu cen paliw. Skok o ponad 36 proc. rok do roku jest najwyższy od lipca 2022 r. Zgodnie z danymi BM Reflex, we wrześniu ceny benzyny i diesla na stacjach dobiły do historycznych maksimów. Zresztą wzrost cen paliw miesiąc do miesiąca – aż o 9,2 proc. – też był bardzo wysoki na tle historycznych danych. W ciągu trzech ostatnich miesięcy, zgodnie z danymi GUS, paliwa podrożały o ponad 31 proc.
– Kraje Półwyspu Arabskiego były nie tylko eksporterami ropy, ale także istotnymi dostawcami gotowych paliw. Ograniczenie transportu z ich terenu znacząco uszczupla globalną podaż produktów rafineryjnych – mówi Mateusz Dadej, Główny Ekonomista Coface w Polsce i Regionie Europy Środkowo-Wschodniej. – Globalną sytuację pogarszają także ukraińskie ataki na rosyjskie rafinerie. Rosja, która jest jednym z kluczowych producentów diesla, wstrzymała jego eksport. Jednocześnie wysoki koszt transportu morskiego utrudnia szybkie uzupełnianie niedoborów dostawami z innych regionów rynku europejskiego, który niestety od lat systematycznie redukował własne moce rafineryjne – dodaje.
Jak zauważają ekonomiści ING Banku Śląskiego, wyraźny wzrost cen paliw odpowiada już za około połowę całego wzrostu cen w Polsce w ujęciu rok do roku.
Po drugie, pierwszy raz od maja 2025 r. urosła roczna inflacja cen żywności i napojów bezalkoholowych. A właściwie – zmniejszyła się skala deflacji: z -0,9 proc. r/r w sierpniu do wspomnianych -0,5 proc. we wrześniu.
Dotąd tańsza żywność kontrowała drożejące paliwa, ciągnąc inflację w dół. Ten efekt wciąż działa, ale dane za wrzesień można chyba uznać za symboliczny początek przełamania trendu. Ekonomiści od dłuższego czasu przestrzegali, że efekt niskiej bazy sprzed roku, wzrosty cen na światowych rynkach rolnych oraz nie najlepsze warunki agro-meteo w Polsce w tym roku przestaną z czasem aż tak mocno wspierać niską inflację. – Tak się nieszczęśliwie złożyło, że w tym roku mieliśmy kombinację wszelkich możliwych czynników, które mogą wpłynąć negatywnie na produkcję rolną: srogą zimę, dużą suszę, lokalne podtopienia czy mrozy na przednówku – wylicza Piotr Bielski, dyrektor Departamentu Analiz Ekonomicznych Erste Bank Polska. Do tego w 2027 r. powinniśmy jeszcze w cenach zbiorów zobaczyć efekt droższych cen nawozów ze względu na wzrosty cen gazu.
Dobrą okolicznością wydaje się to, że – zdaniem ekonomistów ING Banku Śląskiego – we wrześniu nieco spaść mogła inflacja bazowa, czyli bez cen żywności i energii (w tym paliw). Ich przewidywanie to wynik 3-3,1 proc. r/r, po 3,3 proc. w sierpniu. „To oznacza że wciąż nie ma efektów drugiej rundy” - komentują.
Podwyżka stóp procentowych kwestią czasu?
Co w takich okolicznościach zrobi Rada Polityki Pieniężnej, która spotka się na kolejnym posiedzeniu już 6-7 października? Z jednej strony członkowie Rady Polityki Pieniężnej wypowiadali się w ostatnich tygodniach raczej ostrożnie, wskazując na stabilizację stóp procentowych. - Sądząc z tonacji wypowiedzi członków RPP i z dyskusji podczas posiedzenia, nie zanosi się prędko na zmiany stóp procentowych – mówił prezes Glapiński po wrześniowym posiedzeniu.
Z drugiej strony, zarówno z jego ust, jak i np. Ludwika Koteckiego, płynęło też ostrzeżenie – Rada nie zawaha się podnosić stóp procentowych w razie wzrostu inflacji i dalszej tendencji wzrostowej rysowanej przez prognozy. Kotecki jako taki punkt „krytyczny” dla inflacji wyznaczał poziom ponad 4 proc. W rozmowach z RMF24 i TOK FM dawał do zrozumienia, że jeśli w projekcji inflacyjnej NBP w listopadzie Rada zobaczy utrwalenie inflacji na poziomie ponad 4 proc., to podwyżki stóp procentowych – najpewniej więcej niż jedna – wejdą na agendę. Również Wiesław Janczyk w rozmowie z agencją Bloomberg nie wykluczał ryzyka wzrostu stóp.
Słowem: na razie w październiku stopy procentowe najpewniej pozostaną bez zmian (główna 3,75 proc.), ale w listopadzie już niekoniecznie. Coraz więcej zespołów analitycznych spodziewa się podwyżek – tylko w tym tygodniu swoje prognozy zrewidowali ekonomiści Pekao i ING Banku Śląskiego. Pierwsi nie wykluczają podwyżki już w listopadzie i łącznie wzrostu stóp o 75 punktów bazowych w całym cyklu. Drudzy spodziewają się podwyżek łącznie o 50 punktów bazowych na początku 2027 r.
Na razie inflacja urosła do 4 proc. r/r i jest bardzo prawdopodobne, że w najbliższych miesiącach będzie zmierzać ku 5 proc. Wciąż scenariusze bazowe zakładają z biegiem czasu – mniej więcej od drugiego półrocza 2027 r. – spadek inflacji w kierunku przedziału celu NBP, ale wiele będzie zależało oczywiście od rozwoju wydarzeń na Bliskim Wschodzie i trendów cen surowców energetycznych, czy ewentualnych działań osłonowych rządu w obliczu zbliżających się wyborów parlamentarnych.
- Już w wariancie bazowym zakładamy spadek cen ropy i gazu, a i tak widzimy inflację dochodzącą do 4 proc. i utrzymującą się tam przez kilka miesięcy. Samo utrzymanie cen ropy w okolicach 100 dolarów za baryłkę kanałem paliwowym dołożyłoby do wskaźnika zapewne około 0,5 pkt proc. – szacuje Bielski z Erste BP. - Gdybyśmy dodali do tego podwyżki taryf gazowych i elektrycznych od początku przyszłego roku o kilkanaście procent, inflacja skoczyłaby o kolejny przynajmniej 1 pkt proc. Zatem tylko z tych założeń wychodzimy z 4 proc. na 5,5-6 proc., a przecież nie uwzględniliśmy jeszcze cen żywności – dodaje.
Komentarze (1)
I oczywiście jastrząb stopy podniesie żeby mi hipotekę znowu wyjebało do kosmosu.
Że ja na żarcie czy terapię dla dziecka nie będę miał?
C⁎⁎j!
Ważne żeby banki znowu wyjebały rekordowe zyski!
Co za zjebana polityka to kotwica im wszystkim w plecy!