Kiedyś miałem poważny wypadek (moje auto poszło na szkodę całkowitą). Sytuacja była bardzo klarowna, winę gościa który we mnie wjechał orzekła na miejscu policja.
Po jakimś czasie poszedłem na komisariat z filmem z mojej kamery, tak żeby przypieczętować już temat. Gadam sobie z policjantem i tak od słowa do słowa gość mi mówi, że matka sprawcy kolizji wydzwania do niego codziennie i opowiada że syn to świetnie jeździ i on by w życiu wypadku nie spowodował, że to ja jechałem jak wariat po mieście na pewno i że muszą jeszcze raz przejrzeć wszystkie materiały bo ona ręczy za syna. Chyba nie muszę mówić, że baby nawet na miejscu zdarzenia nie było…
Niestety jak życzliwy człowiek by nie był, zawsze zderzy się z trepem. Jedyna możliwość w tym przypadku to pociągnąć go tak samo z buta jak on by pociągnął Ciebie. Z debilem nie ma dyskusji.