Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#morze

Osobistość

w Historia

12piorunów

Polacy kradną polski okręt - historia ORP Sępa

Dzisiaj chciałbym przedstawić losy drugiego polskiego okrętu typu Orzeł – ORP Sęp. Tak jak jego "starszy kolega" ORP Orzeł należał do Dywizjonu Okrętów Podwodnych RP. W danych technicznych stał na równi jak pierwszy okręt tej serii (miał takie samo uzbrojenie, wyporność itd. Budowę Sępa, tak samo jak Orła zlecono Holendrom. Okręt podwodny był budowany przez największy zakład stoczniowy w Rotterdamie – "Droogdok Maatschappij". Początkowo wszystko szło, jak powinno i budowa okrętu zmierzała ku końcowi. W lutym 1939 roku tempo budowy jednak znacznie spowolniło, a to wszystko przez ingerencję Niemiec w cały proces. III Rzesza dążyła do spowolnienia prac nad projektem lub całkowitego przerwania go, ze względu na ich obawy, że okręt mógłby zaszkodzić im na morzu. Polacy zdecydowali się więc na radykalny krok, porwanie ORP Sępa i przybycie nim do kraju. W kwietniu 1939 roku Sęp miał mieć próby głębokościowe, więc komandor porucznik i przewodniczący Komisji Odbioru okrętów Edward Szystowski wykorzystał sytuację i siłą zażądał od holenderskich marynarzy, którzy mieli przeprowadzić próby, by opuścili pokład, zagroził nawet użyciem broni. W taki sposób 16 kwietnia 1939 roku Polacy przejęli okręt i spróbowali przepłynąć nim do Oksywia, a następnie do portu w Gdyni. Czterdziestogodzinny rejs przy wsparciu ORP Burza [ta pomoc była niezbędna, bo w Sępie zabrakło paliwa, w dodatku trzeba było uzupełnić załogę i uzbrojenie z Burzy na Sępa] zakończył się sukcesem.

Dowódcą "ORP Sępa" był Władysław Salomon*, a jednostka uczestniczyła w obronie Wybrzeża podczas kampanii wrześniowej, przy okazji planu Worek [w skrócie: obrona przez użycie statków podwodnych w wojnie z Niemcami]. 2 Września 1939 roku okręt podwodny zaatakował niemiecki niszczyciel "Friedrich Ihn", jednak ten uniknął torpedy, a kontratak uszkodził polski okręt. Kolejnego dnia znowu został zaatakowany, tym razem przez niemiecki okręt podwodny U-14 cudem unikając zniszczenia przez to, że torpeda została zdetonowana zbyt wcześnie [wadliwie działający zapalnik magnetyczny], co lekko uszkodziło kadłub okrętu, kłopotem była też wyciekająca plamę ropy z uszkodzonego zbiornika paliwa, co okazało się jednak zbawienne, gdyż Niemcy sądzili, że zatopili Sępa. Czwartego września załoga ORP Sęp ze względu na brak odpowiedzi ze strony baz w Helu i Gdyni, zdecydowała się wycofać. Uszkodzenia były tak wielkie, że wymagały wizyty w warsztacie stoczniowym. Polska jednostka zdecydowała się ruszyć w kierunku wód szwedzkich, a tam została internowana. Po wojnie okręt wrócił do Polski i służył marynarce wojennej Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej do 2 Września 1969 roku. Został zezłomowany w latach 1971-72.

*ten oficer jako jeden z niewielu, wrócił do Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej po internowaniu ze Szwecji i w latach 1948 – 49 był komendantem Portu Wojennego w Gdyni.

Jeżeli wpis Ci się spodobał to polecam go zapiorunować! Zachęca to do pracy nad kolejnymi historycznymi wpisami/artykułami.

na fotografii: ORP Sęp w Szwecji, 1939 rok [źródło#/media/Plik:Polish_submarine_Sep_1939.jpeg)]

Pokaż więcej komentarzy (3)

Autorytet

w zeglarstwo

11piorunów

    

Dzisiaj 10 dostawa gazu do Świnoujścia od początku roku, ładunek dostarczył gazowiec AL HUWAILA który jest już u nas 8 raz. Zdjęcia pochodzą z 3-03-2022.                                  AL HUWAILA to tankowiec LNG zbudowany w 2008 roku i pływa pod banderą Bahamy .

Jego pojemność wynosi 214176 metrów sześciennych gazu płynnego , obecne zanurzenie wynosi 12,4 metra, długość wynosi 320,5 metra, a szerokość 50 metrów.

bardzo polecam tę grupę, samo mięsko i można się dużo dowiedzieć

https://www.facebook.com/groups/923254085078675/permalink/1411509539586458/

Osobistość

w Historia

13piorunów

Zaginiony Okręt - ORP Orzeł

Gdy Polska odzyskała niepodległość 11 listopada 1918 roku, to natychmiast musiała rozpoznać zagrożenie ze strony różnych państw i przygotować się do dalszych walk tym razem w ramach obrony naszych granic bądź poszerzenia terytorium. Te działania można było prowadzić na wielu płaszczyznach. Dzisiaj chce poszerzyć waszą wiedzę na temat polskiej marynarki wojennej i polskich wojskowych okrętów z tamtego okresu, a konkretniej o jednym z chyba najciekawszych, czyli – ORP Orzeł.

ORP Orzeł był jednym z dwóch okrętów podwodnych z serii "Orzeł" [drugim był ORP Sęp, zamierzam o nim również kiedyś zrobić wpis]. Należał do Dywizjonu Okrętów Podwodnych II RP. Został stworzony z udziałem polskich specjalistów marynarki wojennej, a zbudowany w holenderskiej stoczni De Schelde [w mieście Vlissingen]. Miał 84 metry długości, 6,7 metra szerokości, wyporność 1100 ton, po zanurzeniu 1473 ton. Układ napędowy (diesel, elektryczny) pozwalał na rozwinięcie prędkości do 19,44 węzła, a po zanurzeniu do 8,9 węzła. Uzbrojony był w dwadzieścia torped, wystrzeliwanych z dwunastu wyrzutni. Posiadał również, jedno działo morskie Bofors, kalibru 105mm i jedno działo podwójne przeciwlotnicze Bofors 40 mm. Budowę po części sfinansowano ze społecznej zbiórki pieniędzy.

2 lutego 1939 roku wypłynął na wody jako oficjalna jednostka włączona do Marynarki Wojskowej. Podczas kampanii wrześniowej miał bronić Wybrzeża, ale tych rozkazów nie wykonał, ze względu na samowolne działania dowódcy Henryka Kłoczkowskiego, który zasłaniał się chorobą [miał mieć bóle brzucha i cierpieć na zatrucie]. Kłoczkowski zdecydował popłynąć do portu w Tallinnie, by skorzystać z pomocy lekarskiej. Następnie okręt został internowany do Estonii, ze względu na naciski dyplomatyczne ZSRR i Niemiec, a dowództwo przejął Jan Grudziński. Bez map i dziennika nawigacyjnego wraz z załogą zdołał uciec z Estonii, nadal patronując Bałtyk do siódmego października, a następnie przez cieśninę Sund opuścili morze i udali się do Wielkiej Brytanii, a rejs ten trwał 27-dni. Następnie "Orzeł" został poddany naprawie i wrócił do służby, tym razem jako okręt pod dowództwem brytyjskim. 8 kwietnia 1940 roku ORP Orzeł podczas patrolu w okolicach Lillesand, w Norwegii zatopił niemiecki frachtowiec – "Rio De Janeiro", na którym znajdowało się czterystu żołnierzy z zaopatrzeniem wojskowym, którzy mieli uczestniczyć w Operacji Weserübung [inwazja III Rzeszy na Danię i Norwegię], większość z nich zatonęła wraz ze statkiem. ORP Orzeł wraz z załogą w niewyjaśnionych okolicznościach zaginął na przełomie maja/czerwca. Jednostka patrolowała Morze Północne i ślad po niej zaginął. Data zaginięcia, okoliczności, jak i losy załogi nie są znane i liczne próby odnalezienia wraku nie przyniosły rezultatu. Hipotez na temat tego, co się mogło stać się jest wiele: wejście na brytyjską bądź niemiecką minę morską, atak bombowca Luftwaffe, atak niemieckiego patrolowca, przypadkowy ostrzał tak zwany: "friendly fire" przez holenderski statek podwodny lub aliancki samolot patrolowy. Mogła to być też awaria okrętu, czy błędy dowództwa podczas wynurzania/zanurzania.

W ramach ciekawostki powiem, że 10 lutego 1920 roku w Pucku podczas uroczystości Józef Haller [który był głównym bohaterem mojego ostatniego wpisu na hejto, link w opisie] będąc dowódcą frontu północnego, wrzucił do Bałtyku platynowy pierścień, symbolicznie za ślubując Polskę z morzem.

Jeżeli wpis Ci się spodobał to polecam go zapiorunować! Zachęca to do pracy nad kolejnymi historycznymi wpisami/artykułami.

na fotografiach: dowódca Orła, Jan Grudziński źródło zdjęcia: [Jan Grudzinski (117216291) - Jan Grudziński – Wikipedia, wolna encyklopedia.jpg) ]

ORP Orzeł źródło zdjęcia: [ORP Orzeł w Gdyni - ORP Orzeł (1938) – Wikipedia, wolna encyklopedia#/media/Plik:ORP_Orze%C5%82_w_Gdyni.jpg) ]

Pokaż więcej komentarzy (2)

Autorytet

w zeglarstwo

11piorunów

     

Żaglowce towarowe przeżywają prawdziwy powrót.

Japoński masowiec MOL obsługuje statek wspomagany wiatrem. Amerykański gigant spożywczy Cargill współpracuje z żeglarzem olimpijskim Benem Ainslie nad rozmieszczeniem WindWings na swoich trasach. Szwedzka firma żeglugowa Wallenius dąży do ograniczenia emisji przez Oceanbird nawet o 90%. Francuski start-up Zephyr & Borée zbudował Canopée, który w tym roku będzie transportował części rakiety Ariane 6 Europejskiej Agencji Kosmicznej.

Badałem dekarbonizację przemysłu żeglugowego. Podczas prac terenowych na pokładzie statku towarowego Avontuur o napędzie wiatrowym utknąłem nawet na morzu na pięć miesięcy – z powodu pandemii, a nie z powodu braku wiatru.

Badania potwierdziły potencjał napędu wiatrowego.

Matematyka jest prosta. Żegluga odpowiada za miliard ton dwutlenku węgla rocznie, czyli prawie 3% globalnej emisji gazów cieplarnianych. Jeśli napęd wiatrowy oszczędza dziś paliwa kopalne, malejący budżet węglowy rozciąga się nieco dalej. To z kolei daje więcej czasu na opracowanie paliw alternatywnych, których większość statków będzie do pewnego stopnia potrzebować. Kiedy te paliwa staną się powszechnie dostępne, będziemy potrzebować ich mniej, ponieważ wiatr może zapewnić od 10% do 90% mocy potrzebnej statkowi.

Niektórych komentatorów niełatwo przekonać, ale stwierdziłem, że większość sprzeciwów wobec żeglugi napędzanej wiatrem opiera się na czterech mitach, które można łatwo obalić

Mity i próby ich obalenia pod linkiem

https://theconversation.com/wind-powered-cargo-ships-are-the-future-debunking-4-myths-that-stand-in-the-way-of-cutting-emissions-199396

Pokaż więcej komentarzy (5)

Osobistość

w Książki

9piorunów

E.Hemingway - ,,Stary człowiek i morze"

Połknąłem tę książkę jak głodny marlin przynętę :yum: To nowe tłumaczenie Kai Gucio dla wydawnictwa Marginesy. Tłumaczka starała się oddać bardziej hemingwayowski prosty, oszczędny styl zgodny z jego ,,iceberg theory", niż zrobił to poprzednio Zieliński. Nie mam jak tego porównać, bo ostatnio czytałem to opowiadanie gdzieś na przełomie wieków - w szkole. A sama książka zacna. Niektórzy narzekają na nudę w niej, ale ja tak nie uważam. Może to nowe tłumaczenie faktycznie jest bardziej dynamiczne i to dlatego czułem się jakbym przeniósł się na Kubę lat 50. i razem z prostym rybakiem wypływał w morze pełny nadziei i zawziętości. A ponadto książka jest ładnie wydana, taka trochę retro modernistyczna.

Nie ma to tamto - polecam ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    

Pokaż więcej komentarzy (2)

Gruba ryba

w Ciekawostki

4piorunów

https://defence24.pl/sily-zbrojne/zlomowanie-czyli-jak-odchodza-okrety-foto?utm_source=newsshowcase&utm_medium=discover&utm_campaign=CCwqGQgwKhAIACoHCAowgqCyCzCPu8kDMJbFoQEwgaO0AQ&utm_content=bullets

Złomowanie, czyli jak odchodzą okręty.

Krótki artykuł z małą galerią zdjęć ze złomowania ORP "Kopernik", który był okrętem hydrograficznym MW RP.

Lider

w Marynarz

449piorunów

Nasza praca spotyka sie z oporem greenpeace. Jak to zwykle bywa w przypadku ekoterrorystow, nie maja pojecia o tym jak funkcjonuja urzadzenia, ktorych uzywamy, jak dbamy o srodowisko i jakie zostawiamy slady.

Probuja roznych podlych dzialan, glownie klamstw i manipulacji, zeby wplynac na ooinie publiczna. Na przyklad pokazywanie, ze niszczymy rafy koralowe. Kazdy logicznie myslacy czlowiek wie, ze na glebokosci 4 km nie ma raf. Wrecz przeciwnie, jest tam srednio 7g organizmow na metr kwadratowy.

Zalaczone zdjecie pochodzi z naszego statku. Tyle jesli chodzi o bezpieczenstwo portow w Europie, ze mozna sobie wejsc z takim banerem, wspiac sie na 100m wieze i go rozwiesic.

   

Gwiazdor12piorunów

@bartek555 Jak się odniesiesz do różnych wątpliwości odnośnie deep sea mining, nie tylko ze strony greenpeace, ale wielu innych w tym rządowych i międzynarodowych źródeł:
https://www.iucn.org/resources/issues-brief/deep-sea-mining
I jak miejsce gdzie pracujesz rozwiązuje powyższe kwestie?

Deep-sea miningDeep-sea mining is the process of retrieving mineral deposits from the deep seabed – the ocean below 200m. Depleting terrestrial deposits and rising demand for metals mean deep-sea mining may begin soon, even though research suggests that it could destroy habitats and wipe out species. Deep-sea mining should be halted until the criteria specified by IUCN are met, including the introduction of assessments, effective regulation and mitigation strategies. Comprehensive studies are needed to improve our understanding of deep-sea ecosystems and the vital services they provide to people, such as food and carbon sequestration.IUCN
Gruba ryba25piorunów

@bartek555 wygląda na to, że ochrona jaką macie to żart. Co mówi prawo lokalne i międzynarodowe o wtargnięciu na jednostkę morską?

Generalnie to ekooszolomy to użyteczni idioci Kremla (jak już przypadki w De pokazały) lub wielu grup lobbujących za interesami przeciwnymi, niż grupy dla której aktualnie pracujesz.

Pokaż więcej komentarzy (93)

Twórca

w Ciekawostki

10piorunów

https://youtube.com/watch?v=4s0nCKGczSE&si=EnSIkaIECMiOmarE

Z sukcesów życiowych udało mi się uczestniczyć w akcji ratunkowej uchodźców że Sri Lanki na oceanie indyjskim. Ja to ten co łapie dzieci.

   

Pokaż więcej komentarzy (4)

Inspirator

w Ciekawostki

419piorunów

Odpowiadam [@Opornik](/uzytkownik/Opornik) na pytanie odnośnie wejścia na turbinę wiatrową na morzu. Zrobił się z tego kawałek tekstu, więc postanowiłem dodać osobny post jako ciekawostkę. Postaram się zamieścić w odpowiednich miejscach zdjęcia i filmy, zobaczymy czy będzie się to trzymać kupy.

Generalnie jeśli chodzi o transport na turbinę, to drogi są trzy:

A)Śmigłowiec,

B)CTV,

C)SOV.

A) Śmigłowiec.

Temat śmigłowca można praktycznie pominąć. Korzysta się z niego raczej w wyjątkowych sytuacjach-jeśli inne opcje są niemożliwe lub jeśli czas staje się czynnikiem nadrzędnym(np. akcja ratunkowa). Nie ląduje on na turbinie, a jedynie zawisa na wysokości kilku metrów nad gondolą(nacelle) i opuszcza ludzi/sprzęt za pomocą specjalnej liny.

B) Crew Transfer Vessel.

Niewielka jednostka wodna o długości średnio do 30 metrów, mogąca pomieścić zwykle do kilkunastu pasażerów. Napędzana jest silnikiem(najczęściej dwoma) wodno-odrzutowym, dzięki czemu jest w stanie odpowiednio mocno napierać na TP(ta żółta podstawka, na której stoi wiatrak) podczas transferu. Posiada specjalnie zaprojektowany dziób, po to aby móc możliwie skutecznie „przykleić się” do poręczy drabiny. W starszych jednostkach jest tam po prostu przymocowany kawał gumowego odbojnika. Z czasem zaczęto stosować odbojniki wyprofilowane tak, by poręcze drabiny wpadały w odpowiednie otwory. Aktualnie opatentowano już nawet specjalne „szczypce”, które podczas transferu zaciskają się na poręczach drabiny i uniemożliwiają oderwanie się od niej statku- na żywo nie spotkałem takiej wersji.

Transfer popularną „cetefałką” polega na możliwie spokojnym(mocniejsze uderzenie odczujemy po prostu jak zderzenie samochodu o ścianę z niewielką prędkością) podejściu pod TP dziobową częścią statku i doprowadzeniu do kontaktu statku z drabiną zamocowaną do TP. Już sam ten etap nie należy do najprostszych i wystarczy niewielka fala, aby potrzebne było kilka podejść. Jeśli już uda się dotknąć obu poręczy jednocześnie, wtedy sternik daje miodu i statek napiera na TP z niemal całą swoją mocą. Dlaczego niemal? W zależności od ogólnych zasad bezpieczeństwa, należy zachować pewien zapas mocy na ewentualny awaryjny docisk. Z mojego doświadczenia jeśli jednostka nie jest w stanie utrzymać stałego kontaktu z TP przy 80% mocy silników to transfer zostaje anulowany. Do anulowania transferu może także dojść po indywidualnej decyzji kapitana jednostki lub team leadera danej grupy. Oczywiście my sami również mamy prawo zrezygnować jeśli czujemy się zagrożeni. PS- jeśli ktoś zacznie wymiotować również wracamy na SOV/do portu.

Kiedy kapitan i załoga stwierdzą, że warunki są odpowiednie, na pokład wychodzi przynajmniej jeden deckhand(zwykle nie posługują się tam rozgraniczeniami typu AB/OS), który otwiera prowizoryczną bramkę na dziobie i ściąga na dół linkę zabezpieczającą- popularne „jojo”. Jojo to proste urządzenie, montowane na szczycie każdej z drabin TP. Wydostaje się z niego lina stalowa o średnicy kilku milimetrów i działa podobnie do pasów bezpieczeństwa w samochodzie. Kiedy lina porusza się góra/dół powoli, to nie powoduje żadnych oporów. Kiedy natomiast wyczuje szarpnięcie- domyślnie czyjś upadek- następuje gwałtowna blokada liny. Jojo w swojej konstrukcji nie posiada amortyzatora, dlatego bardzo ważne, aby lina była cały czas napięta, ponieważ szarpnięcie po swobodnym locie nawet z dwóch metrów może spowodować katastrofalne skutki uboczne (łącznie z wypadnięciem wnętrzności do

moszny).

Deckhand powinien na bieżąco obserwować ruch wody i po otrzymaniu zgody od kapitana podać nam linę od jojo i sygnał do wejścia. W tym momencie mamy już w ręce gotowego frog’a, wpiętego w punkt A założonej wcześniej uprzęży*. Wpinamy w niego linę i ruszamy w górę. W tym momencie nie wolno zwlekać. Statek w zależności od stanu morza porusza się „na drabinie” góra/dół i sygnał na wejście dostajemy kiedy znajdziemy się w szczytowej wysokości. Jeśli zaczniemy wchodzić w momencie, kiedy statek „zszedł” nisko, to podczas wchodzenia po drabinie może nas zwyczajnie dogonić. Efekt można sobie wyobrazić lub poszukać na sadisticu.

Do pokonania chyba zawsze są dwie drabiny. Pomiędzy nimi jest mini-platforma, na której stajemy i przepinamy się do kolejnego jojo. Podczas przepinania się między jednym a drugim powinniśmy przypiąć się hakiem do poręczy, ale większość techników to olewa. Na samej górze wypinamy się z jojo(po pokonaniu barierki ochronnej) i jesteśmy.

Sama droga po drabinie to kilkadziesiąt metrów. Nie jest szczególnie wymagająca, choć znam takich, którzy nie przejdą jej „na strzała”. Sytuacja komplikuje się proporcjonalnie do warunków pogodowych. Jeśli mamy mocniejszy wiatr, deszcz prosto w oczy, śliską drabinę i jeszcze lina gdzieś nam się zaplącze to można się zestresować. Zejście jest nieco trudniejsze, ponieważ deckhand próbując zsynchronizować nas z ruchem statku na fali zaczyna odliczać, np. 3,2,1- step back. Wtedy musimy po prostu zrobić krok w tył i zaufać, że wie co robi. Może też krzyknąć, że mamy spierdalać- wtedy pędzimy w górę, żeby statek nie zmiażdżył nam nóg.

C) Support Offshore Vessel.

W naszym przypadku będzie to statek-hotel, operujący w systemie Dynamic Positioning. Jeśli kogoś interesuje na czym dokładnie to polega, to mamy na hejto kolegę @bartek555 , który wie o tym wszystko. W dużym skrócie pozwala on m.in. na zadanie statkowi określonej pozycji i nakazanie jej automatycznego utrzymania. Dzięki specjalnym sensorom zamieszczonych na TP statek może z niezwykłą dokładnością zczytać potrzebne informacje o odległościach, a z pomocą pędników azymutalnych i sterów strumieniowych podejść bardzo precyzyjne do turbiny pod odpowiednim kątem.

Najpopularniejsze urządzenia służące do transportu techników na turbinę to Ampelmann oraz Uptime. Ja miałem doświadczenie z tym drugim. Jest to nic innego jak długa platforma-korytarz, która ustawiana jest możliwie prostopadle do burty, a następnie wysuwana aż do momentu styku z odpowiednim miejscem na TP. Podobnie jak z CTV- nie jest to proste, statek jest cały czas w ruchu, a operator Uptime za pomocą kamery umieszczonej na jego końcu musi wycelować z dokładnością +/- 15cm w wyznaczone miejsce. Jeśli operator oraz DPO uznają, że połączenie jest wystarczająco stabilne, to możemy ruszać.

Pierwszy technik musi iść w uprzęży, mając w gotowości haki. Nie może natomiast mieć na sobie plecaka. Po pojawieniu się zielonego światła na sygnalizatorze stara się sprawnie przejść na drugą stronę. Jeśli urządzenie wyczuje zagrożenie odłączenia, to usłyszymy alarm połączony z sygnałem świetlnym. W tym momencie mamy kilka sekund na ucieczkę- w którą stronę? W tą, w którą mamy bliżej ;P.

Po dotarciu do TP otwieramy bramkę przesuwną, wchodzimy na platformę, przypinamy się hakiem do odpowiednio oznaczonego punktu i zamykamy ponownie bramkę. Następnie otwieramy i zamykamy ją za następnymi technikami. Pozostali nie muszą mieć już na sobie uprzęży i mogą mieć na sobie plecaki. Ostatni technik za pomocą specjalnego wózka elektrycznego transportuje duże sześcienne worki transportowe, w których znajdują się wszystkie narzędzia, sprzęt ratunkowy i medyczny, materiały eksploatacyjne oraz prywatne przedmioty techników.

Ten sposób wejścia na turbinę jest znacznie przyjemniejszy- jeśli nie jesteśmy pierwszym lub ostatnim technikiem to można to nazwać spacerem. Najgorzej ma ostatni, ponieważ musi jechać wózkiem, którym nie jest łatwo manewrować. Coś jak elektryczny paleciak, z tym że musimy pchać go przed sobą. W połączeniu z wysokim workiem osoby o niższym wzroście nie będą po prostu nic przed nim widzieć. Sam gangway jest niewiele szerszy od wózka, a na środku ma wysoki najazd, który skutecznie przeszkadza w transporcie. Zazwyczaj mamy kilka worków, co oznacza kilka kursów. Wystarczy chwila nieuwagi i uderzamy w ściankę boczną. Koledzy się z nas śmieją, cały statek się gapi, a to dopiero początek pracy. W razie alarmu zostawiamy wózek i dajemy nogi za pas w stronę SOV(dlatego należy zawsze pchać wózek przed sobą).

*Uprząż powinna być ze względów bezpieczeństwa zdjęta wewnątrz CTV.

  

Kompan1piorunów

@off Ty mi lepiej powiedz jak to gówno wybudować, skoro nawet każdorazowe wejście tam technika do zwykłych prac konserwacyjnych stanowi taki problem :face_with_raised_eyebrow:

Pokaż więcej komentarzy (39)

Lider

w Marynarz

26piorunów

Co by tu dzisiaj… moze skaczaca mahi-mahi aka dorado aka zlota makrela aka koryfena aka smagla?

https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Koryfena

Pokaż więcej komentarzy (7)

Lider

w Marynarz

110piorunów

Za⁎⁎⁎⁎ste zdjecie zrobione przez profesjonalnego fotografa, ktory byl z nami na czas projektu.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Autorytet

w Ciekawostki

37piorunów

  

Taka perełka u nas na statku w każdym dziale wisi na ścianie :smiley:

Pokaż więcej komentarzy (5)

Lider

w Marynarz

59piorunów

A tutaj, prosze panstwa, rekin wielorybi.



Lider3piorunów

@Sakta plywam na statkach od 10 lat, moj ojciec byl marynarzem i jakos za dziecka juz wiedzialem, ze chce to robic. Tyle, ze on plywal na cargo, ja jestem w tzw. offshore i prowadze ten pierdolnik 😉 wyksztalcenie jakies tam mam, skonczylem akademie morska w szczecinie. Przez ostatnio kilka lat dazylem do tego zeby sie znalezc w firmie, w ktorej jestem, doksztalcalem sie, zdobywalem certyfikaty i doswiadczenie i wkoncu sie udalo.

Wirtuoz2piorunów

@bartek555 Gratki, na pewno musiałeś się sporo nauczyć, żeby być gdzie jesteś, miło poczytać jak ktoś spiął poślady i spełnił swoje marzenia. Dzięki, że się tym dzielisz, bo naprawdę jest czym się pochwalić. Bardzo ciekawy projekt, wcześniej nic o tym nie słyszałem a teraz staram się dowiedzieć jak najwięcej i szczerze mówiąc to nie ma jakoś dużo informacji w necie, dlatego fajnie, że pokazujesz nam to wszystko 👍

Pokaż więcej komentarzy (13)

Lider

w Marynarz

33piorunów

Jako, ze zadajecie duzo pytan o statek - jak wyglada, co robi itp. to wrzucam jeszcze raz fimiki z projektu, ktore co nieco wyjasniaja.

Jest to dosyc przelomowy projekt, ktory otwiera nowa galaz przemyslu offshore i przemyslu wydobywczego.

Na kanale znajdziecie tez inne filmy, ale wrzucam te (chyba) najwazniejsze.

Standardowo - jak macie pytania to smialo, postaram sie odpowiedziec.

https://youtu.be/iydMJToa2iU

https://youtu.be/PtJEPsw3p6w



Wirtuoz0piorunów

@bartek555 No fakt, myślałem, że z 300 - 400 osób minimum. A macie tam jakieś rozrywki po pracy? Czy będąc na statku jesteś w pracy 24h/7?

Pokaż więcej komentarzy (6)

Lider

w Marynarz

195piorunów

Dzisiaj troche mniej przyrody, a wiecej brutalnej technologii.

Na zdjeciu moonpool, czyli po prostu wielka dziura w srodku statku. Przez te dziure opuszcza sie riser (rura, ktora plynie ropa, lub inne rzeczy), czy inne urzadzenia.

Strasznie kotluje sie tam woda i lepiej nie wpasc 😉 co jakis czas mamy cwiczenia wyciagania przytomnego i nieprzytomnego poszkodowanego. No nie jest to latwe.

Moonpool znajduje sie dokladnie pod drill floorem. Czyli te wszystkie rury, ktore widzicie „w wiezy” schodza pozniej przez mala szparke i wjezdzaja do basenu.

Nasz riser mial 4km dlugosci, a na jego koncu byl bardziej elastyczny i specjalnie balastami i bojkami uksztaltowany „jumper hose” o dlugosci 500m.

To wlasnie z tego miejsca musieliamy wyciagac diabla morskiego, ktory nie potrafil zanurkowac i wyplynac.

Lider4piorunów

@pansiano a widzisz panie kolego, to jest najzwyklejsza w swiecie fizyka, prawo archimedesa, itp :smiley: statek ma odpowiednie zanurzenie, dzieki odpowiedniej wypornosci i ciezarowi (ten ciezar mozna regulowac balastami), ergo mozna zmieniac zanurzenie statku. Woda nie wlewa sie do srodka statku, wiec nie zmienia sie ani jego wypornosc, ani ciezar, wiec nie zmienia sie zanurzenie. Gdyby jednak w burcie zrobic dziure ponizej linii wody to zaczeloby zalewac dane przedzialy, zmniejszajac wypornosc, zwiekszac zanurzenie, az sila wypornosci bylaby mniejsza niz sila ciezkosci i statek poszedlby wpizdu na dno :smiley:

W praktyce - to tak jakbys mial 4 do polowy zalane butelki wody sklejone tasma. Pomiedzy butelkami bedzie przestrzen z woda, tak jak u nas jest moopool. Mimo to, nie wplywa to w zaden sposob na butelki dookola. No chyba, ze zrobisz dziure w butelkach i zacznie zalewac je woda, wtedy pojda na dno.

Moze troche pokretnie, ale mam nadzieje, ze troche to wyjasnilem.

https://en.m.wikipedia.org/wiki/Moon_pool

Ciekawostka przy okazji - w wiki mowia o statku Glomar Explorer - ten statek jako pierwszy na swiecie zrobil to co my zrobilismy tylko na o wiele mniejsza skale.

Moon poolA moon pool is a feature of marine drilling platforms, drillships and diving support vessels, some marine research and underwater exploration or research vessels, and underwater habitats, in which it is also known as a wet porch. It is an opening in the floor or base of the hull, platform, or chamber giving access to the water below, allowing technicians or researchers to lower tools and instruments into the sea. It provides shelter and protection so that even if the ship is in high seas or surrounded by ice, researchers can work in comfort rather than on a deck exposed to the elements. A moon pool also allows divers, diving bells, ROVs, or small submersible craft to enter or leave the water easily and in a more protected environment. Moon pools can be used in chambers below sea level, especially for the use of scuba divers, and their design requires more complex consideration of air and water pressure acting on the moon pool surface. ...Wikipedia
Pokaż więcej komentarzy (15)