Aż mi się przypomniała "Wieża Jaskółki":
Gdyby tego dnia po zapadnięciu zmroku ktoś zdołał cichaczem podkraść się do zagubionej wśród moczarów chaty z zapadniętą i
obrośniętą mchem strzechą, gdyby zajrzał przez szpary w okiennicach, zobaczyłby w skąpo oświetlonym łojówkami wnętrzu kilkunastoletnią dziewczynę z głową grubo omotaną bandażami, spoczywającą na martwym, niemal trupim bezruchu na zasianej skórami pryczy.
(...)
Ale to nie było możliwe. Nikt nie mógł tego zobaczyć. Chata pustelnika była dobrze ukryta wśród mokradeł. Na wiecznie pokrytym mgłą pustkowiu, na które nikt nie odważał się zapuszczać.